Z pojęciem kurs zastępowych spotkałem się po raz pierwszy zaraz po wstąpieniu do ZHP. Opowieści o poznanych ludziach, odwiedzonych miejscach i kadrze prowadzącej zajęcia ogromnie mnie fascynowały. Byłem wtedy początkującym zastępowym, więc chętnie słuchałem opowieści starszych druhen i druhów. Koniecznie chciałem na taki kurs pojechać.
Swoje marzenia mogłem zrealizować dopiero rok później. Byłem na pierwszym biwaku, ale z jakiś przyczyn nie mogłem pojechać na następne. W tym czasie prowadziłem już zastęp i z braku innych możliwości wiedzę zdobywałem głównie z książek i poradników mojej mamy, które wykopaliśmy w szafie u babci. Czytałem w nich coś o zasadach dobrej zbiórki, o tym jak zorganizować zastęp, oraz wielu, wielu innych. Trzon naszego patrolu stanowiły cztery osoby, działaliśmy razem prawie cztery lata. Myślę, że zastęp działał dobrze. Nikt nigdy nie uczył nas o metodzie harcerskiej, a jednak znaliśmy ją i stosowaliśmy. Nikt nie zmuszał do pisania rozbudowanych planów, a mimo to wiedzieliśmy co chcemy robić.
Prowadziłem ostatnio dwa zajęcia na kursie zastępowych w moim hufcu. O samej organizacji kursu przez litość nie będę pisał. Plan kursu został żywcem ściągnięty z opracowanych gdzieś w Polsce “standardów kursu zastępowych”. Opracowanych to może za duże słowo, bo są to w zasadzie standardy kursów drużynowych, tylko troszkę zmienione. Według autora tego dokumentu, jako prowadzący zajęcia, powinienem wpajać 12 latkom opis Metody, Podstawy Wychowawcze, Statut, opis metodyki harcerskiej. System stopni, dokumentacja (sic!) i umiejętności interpersonalne to, jak widać, przy tym błahostka. Być może część wiedzy można by przekazywać harcerzom starszym czy wędrownikom, ale znacząca część tych informacji jest zastępowym zupełnie zbędna.
Nasuwa mi się smutna konkluzja: kursy zastępowych są bez sensu. Nie byłem może świetnym zastępowym, ale do pracy potrzebowałem tylko zespołu i odrobiny teorii. Brakowało mi na pewno praktyki. Nie lubiłem swojej drużyny *. Dość szybko popadłem w konflikt z drużynowym. Mimo to w naturalny sposób nauczyłem się jak organizować fajne zbiórki (co szumnie zwiemy zasadami dobrej zbiórki i wbijamy w głowy harcerzy). Wiedziałem, że w zastępie ważne jest, aby robić to co kręci harcerzy. I nie było wcale tak, że kadra drużyny pytała nas czego chcemy. Po prostu robiliśmy fajne rzeczy. Poprzez obserwację, naśladowanie, nauczyłem się jak radzić sobie z grupą, jak realizować swoje zamierzenia. To był naprawdę fajny zastęp. Ten okres mojej pracy harcerskiej wspominam najlepiej.
Bez wątpienia znajdzie się wielu krytyków tego co napisałem. Wiem, że wielu instruktorów jest gorąco przekonanych do idei kursów, jako normalnej w dzisiejszych czasach metody przekazywania wiedzy. Ponowię jednak pytanie: czy zastępowym na pewno chcemy przekazywać wiedzę?
*O drużynie
Miałem inny niż mój drużynowy pogląd na to czym jest harcerstwo i jak powinniśmy działać. Jako młodemu harcerzowi, imponowała mi jego wiedza i doświadczenie. Wstąpiłem jednak do ZHP dość późno i szybko zacząłem dorastać, wyrabiając sobie własny światopogląd. Uważam, że zbyt często pracowaliśmy niezgodnie z Metodą, jakkolwiek wszyscy doskonale się bawiliśmy i rozwijaliśmy. Znam drużyny, w których ze stosowaniem Metody jest dużo gorzej.