Michał Szyndel

(prawie) całkiem prywatnie

Uchwała w sprawie połączenia hufców

17 09 2007

Zjazd miał odbyć się za kilkanaście dni, a będzie za dwa miesiące. Mimo to postanowiłem już teraz przygotować i opublikować propozycje uchwał, które złożę na zjeździe. Na pierwszy ogień idzie ta najbardziej oczywista. Przeczytaj dalszą część tego wpisu »


AKI, KIA, czy może jeszcze inaczej?

12 09 2007

Od bardzo dawna moim marzeniem było działanie w zespole instruktorskim. To jest to co mnie kręci, coś w czym mogę się realizować. Próbowaliśmy ruszyć coś takiego w Szczecinie. Chyba się nie udało. Nie lubię się poddawać, ale może po prostu za późno się za to zabraliśmy. Wiecznie na coś czekałem i kiedy wreszcie marzenie można było zamienić w fakt, nasz zapał nie był już taki jak na początku. Musimy spróbować się ruszyć. Jednak dzisiaj nie o tym.

Prawie na sto procent jestem pewien, że przenoszę moją harcerską działalność do Wrocławia. Nie jestem w stanie działać na co dzień w Szczecinie, czas powiedzieć to sobie prosto w twarz. Nie rzucę oczywiście z dnia na dzień wszystkiego co tu robię, ale muszę zacząć patrzeć na wszystko w ograniczonej perspektywie czasowej.

Wracając do meritum. Chciałbym założyć we Wrocławiu krąg instruktorski. Krąg dla młodych instruktorów, studentów, przyjezdnych. Te trzy rzeczowniki są najważniejsze. Jest masa rzeczy, które chciałem zawsze zrobić w harcerstwie, ale nie miałem na to czasu, brakowało zespołu. Część z nich jest normalna, kilka pomysłów jest szalonych. Wielu nie umiem sam określić, bo tylko czytałem o nich w internecie. Chciałbym, żebyśmy “robili fajne harcerstwo”.

Chciałbym zaangażować tam ludzi, którzy, podobnie jak ja, nie do końca umieją się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jedną nogą cały czas w swoim macierzystym hufcu, ale przecież na co dzień nie mogą tam już działać. Celem jest stworzenie pola do realizacji pomysłów i marzeń. Nie wiem co krąg miałby dokładnie robić. Nie mam planu, patentu na dobry krąg. Kiedyś chciałem tak działać i to był błąd. Teraz wiem jedynie co ja chciałbym robić. Szukam zespołu. Chciałbym, żeby nasze działania były sumą naszych pomysłów. Ale zawsze sumą, nie częścią wspólną!


Skąd się biorą zastępowi?

11 09 2007

Z pojęciem kurs zastępowych spotkałem się po raz pierwszy zaraz po wstąpieniu do ZHP. Opowieści o poznanych ludziach, odwiedzonych miejscach i kadrze prowadzącej zajęcia ogromnie mnie fascynowały. Byłem wtedy początkującym zastępowym, więc chętnie słuchałem opowieści starszych druhen i druhów. Koniecznie chciałem na taki kurs pojechać.

Swoje marzenia mogłem zrealizować dopiero rok później. Byłem na pierwszym biwaku, ale z jakiś przyczyn nie mogłem pojechać na następne. W tym czasie prowadziłem już zastęp i z braku innych możliwości wiedzę zdobywałem głównie z książek i poradników mojej mamy, które wykopaliśmy w szafie u babci. Czytałem w nich coś o zasadach dobrej zbiórki, o tym jak zorganizować zastęp, oraz wielu, wielu innych. Trzon naszego patrolu stanowiły cztery osoby, działaliśmy razem prawie cztery lata. Myślę, że zastęp działał dobrze. Nikt nigdy nie uczył nas o metodzie harcerskiej, a jednak znaliśmy ją i stosowaliśmy. Nikt nie zmuszał do pisania rozbudowanych planów, a mimo to wiedzieliśmy co chcemy robić.

Prowadziłem ostatnio dwa zajęcia na kursie zastępowych w moim hufcu. O samej organizacji kursu przez litość nie będę pisał. Plan kursu został żywcem ściągnięty z opracowanych gdzieś w Polsce “standardów kursu zastępowych”. Opracowanych to może za duże słowo, bo są to w zasadzie standardy kursów drużynowych, tylko troszkę zmienione. Według autora tego dokumentu, jako prowadzący zajęcia, powinienem wpajać 12 latkom opis Metody, Podstawy Wychowawcze, Statut, opis metodyki harcerskiej. System stopni, dokumentacja (sic!) i umiejętności interpersonalne to, jak widać, przy tym błahostka. Być może część wiedzy można by przekazywać harcerzom starszym czy wędrownikom, ale znacząca część tych informacji jest zastępowym zupełnie zbędna.

Nasuwa mi się smutna konkluzja: kursy zastępowych są bez sensu. Nie byłem może świetnym zastępowym, ale do pracy potrzebowałem tylko zespołu i odrobiny teorii. Brakowało mi na pewno praktyki. Nie lubiłem swojej drużyny *. Dość szybko popadłem w konflikt z drużynowym. Mimo to w naturalny sposób nauczyłem się jak organizować fajne zbiórki (co szumnie zwiemy zasadami dobrej zbiórki i wbijamy w głowy harcerzy). Wiedziałem, że w zastępie ważne jest, aby robić to co kręci harcerzy. I nie było wcale tak, że kadra drużyny pytała nas czego chcemy. Po prostu robiliśmy fajne rzeczy. Poprzez obserwację, naśladowanie, nauczyłem się jak radzić sobie z grupą, jak realizować swoje zamierzenia. To był naprawdę fajny zastęp. Ten okres mojej pracy harcerskiej wspominam najlepiej.

Bez wątpienia znajdzie się wielu krytyków tego co napisałem. Wiem, że wielu instruktorów jest gorąco przekonanych do idei kursów, jako normalnej w dzisiejszych czasach metody przekazywania wiedzy. Ponowię jednak pytanie: czy zastępowym na pewno chcemy przekazywać wiedzę?

*O drużynie

Miałem inny niż mój drużynowy pogląd na to czym jest harcerstwo i jak powinniśmy działać. Jako młodemu harcerzowi, imponowała mi jego wiedza i doświadczenie. Wstąpiłem jednak do ZHP dość późno i szybko zacząłem dorastać, wyrabiając sobie własny światopogląd. Uważam, że zbyt często pracowaliśmy niezgodnie z Metodą, jakkolwiek wszyscy doskonale się bawiliśmy i rozwijaliśmy. Znam drużyny, w których ze stosowaniem Metody jest dużo gorzej.


184 dni

24 08 2007

Daję sobie 6 miesięcy na znalezienie swojego miejsca w Związku. Dokładnie 24 lutego, dzień po 21 urodzinach podejmę decyzję. Do tego momentu chcę mieć pewność, że mam coś do zrobienia jako instruktor, albo że mogę zdziałać więcej jako członek wspierający.

To nie jest decyzja, którą podjąłem dziś. Do tego stwierdzenia dojrzewałem ostatnie pół roku. Nie jestem zadowolony z tego co robię w organizacji. Poziom moich działań, a najczęściej ich brak, mi nie odpowiada. ZHP nie potrzebuje ludzi, którzy siedzą i nic nie robią. Dlatego postanowiłem odejść, lub znów zacząć aktywnie działać na rzecz organizacji. Niestety trzeba będzie zerwać ze złudzeniami, że mogę aktywnie działać w Szczecinie, jednocześnie studiując we Wrocławiu. Nie podjąłem jeszcze decyzji o zmianie przydziału służbowego i takiej decyzji na pewno nie podejmę przed zjazdem hufca. Na tę chwilę jestem pewien, że złożę wniosek o negatywne zamknięcie próby podharcmistrzowskiej. Mam nadzieję, że będę mógł działać, choćby w ograniczonym stopniu, w środowisku szczecińskim, z którym jestem bardzo związany. Wiem, że będzie to trudne.

Zastanawiałem się ostatnio, jakie funkcje mogę pełnić w organizacji. Niestety, mimo tego co bym chciał, lub co mi się wydaje, ta lista jest dość krótka. Mogę być drużynowym, lub ewentualnie prowadzić inną podstawową jednostkę. Może gdybym ukończył kurs kadry kształcącej, sprawy potoczyłyby się inaczej. Ale to temat na oddzielną opowieść.

Za 184 dni podejmę najważniejszą w moim harcerskim życiu decyzję.