Michał Szyndel

(prawie) całkiem prywatnie

Spotkanie z granatową podkładką

14 09 2008

Czas leci, więc wreszcie wypadałoby opublikować podsumowanie biwaku w Miroszewie. Wszystkich zainteresowanych zachęcam do komentowania :)

1. Uczestnicy

Planując biwak braliśmy pod uwagę trzy grupy docelowe:

  • drużynowi nie posiadający stopnia instruktorskiego (czyli ci, którzy de facto muszą zrealizować próbę)
  • osoby zainteresowane stopniem, ale nie do końca pewne czy chcą go zdobywać
  • wędrownicy, którzy w naszej opinii powinni podjąć się realizacji próby, ale ze swojej strony nie wykazują takiej chęci

W biwaku wzięli udział: Marta, Wiktor, Agnieszka, Karolina, Leszek i Asia. Kadrę stanowili członkowie MKI z wyjątkiem Natalii (niestety musiała wyjechać do rodziny).

2. Program

Przygotowując program biwaku chcieliśmy przekazać uczestnikom to co naszym zdaniem jest najważniejsze podczas przygotowania i realizacji próby przewodnikowskiej.

  • Ognisko obrzędowe z gawędami o roli instruktora, postawie instruktorskiej, etc.
  • Kim jest instruktor?
  • Metoda harcerska
  • Tworzenie próby
  • Opiekun próby
  • Problemy w realizacji próby
  • 40 pytań Michała Boruna
  • Rozmowy indywidualne z uczestnikami

3. Ocena zajęć

Podczas podsumowania biwaku oceniliśmy każde z zajęć pod kątem ich przygotowania i przeprowadzenia. Do niektórych zajęć mieliśmy tylko drobne uwagi, nie wymienione poniżej.

  • Kim jest instruktor?
    • Uczestnicy nie byli chyba przygotowani do takich zajęć. Forma dyskusyjna (balonik, dyskusja w stresie czasowym) była mało żywa.
    • Członkowie kadry biorący udział w zajęciach albo uczestniczą w nich od początku na tych samych zasadach co pozostali uczestnicy, albo nie są w ogóle obecni na zajęciach. Kadra nie wtrąca się.
    • Forma dyskusji wymaga dopracowania, tak by skuteczniej ją animować.
    • Jeżeli kadra w dyskusji przedstawia błędne poglądy (w celu pobudzenia uczestników do rozmowy) to na koniec należy wytłumaczyć, że taki był cel.
  • Metoda harcerska
    • Brak wprowadzenia do tematu.
    • Elementy metody przedstawione jednoosobowo i zbyt pobieżnie - zajęcia trzeba lepiej planować i przygotowywać!
    • Brak podsumowania zajęć. Przy tym temacie dobre podsumowanie jest niezbędne.
  • Planowanie próby
    • Brak jasno zdefiniowanego celu zajęć.
    • Forma zajęć wielokrotnie powtarzana wcześniej. Trzeba opracować inną formę, być może bardziej związaną z formułowaniem zadań (zasada SMART)
  • Problemy w realizacji próby
    • Zajęcia słabo przygotowane, bez jasnego celu.
    • Uczestnicy niewiele zapamiętają. Prawdopodobnie należy zrezygnować z tego typu zajęć.

Podczas rozmów indywidualnych pytaliśmy także o ocenę zajęć. Najlepsze opinie zebrały te dotyczące wyboru opiekuna (bo były praktyczne, potrzebne, konkretne), natomiast najsłabiej ocenione zostały zajęcia na temat tworzenia próby (oklepana forma, mało praktyczne…). Za wartościowy uczestnicy uznali także “test” Michała Boruna - był on niezłym wstępem do rozmów.

4. Podsumowanie

W mojej opinii biwak był sukcesem pod wieloma względami. Przede wszystkim udało nam się zebrać większość osób, do których trzeba trafić z propozycją otwarcia próby przewodnikowskiej. Jak się okazuje skutki są dosyć widoczne - w najbliższym czasie otwierane będą dwie próby przewodnikowskie (trzymamy kciuki!), a na dalsze dwie czekamy z niecierpliwością. W miarę możliwości będziemy wspierać także zamknięcie dwóch prób instruktorskich.

Wadą wyjazdu było nasze nie najlepsze przygotowanie. Brak nam jako zespołowi praktyki kształceniowej, co wyraźnie było widać podczas niektórych zajęć. Mam nadzieję, że wyciągnięte wnioski posłużą nam na przyszłość. Przed biwakiem mieliśmy spore problemy z przygotowaniem treści i programu, bo nie do końca byliśmy pewni jakie tematy i w jaki sposób należy poruszyć. Można było trochę więcej czasu zaplanować na dyskusje na różne tematy. Ogromną wadą biwaku był brak zgłoszenia do hufca. Ponoszę za to osobistą odpowiedzialność i chociaż mógłbym długo się tłumaczyć to uważam, że żadnego usprawiedliwienia nie ma. Zobowiązałem się wobec komendantki hufca, że taka sytuacja miała miejsce ostatni raz.

Bardzo cieszę się, że udało nam się zorganizować biwak. Nabraliśmy niezbędnego przy takich imprezach doświadczenia, które będzie (mam nadzieję) procentować w przyszłości. Poznaliśmy bliżej sporą część kadry hufca, mieliśmy okazję dyskutować i wymieniać poglądy, co zawsze jest bardzo wartościowe. Mimo problemów myślę, że udało nam się zrealizować główny cel.


Podharcmistrz 1.1

29 08 2008

Próba przeszłą nieco zmian, na razie opublikuję wersję bez komentarza i porównania z poprzednimi zadaniami - nie mogę się zabrać do napisania tego…

Tym razem bez iPapieru i tym podobnych bajerów, publikuję tekst jako zwykły dokument google.

Jak zwykle zapraszam do czytania i komentowania :)


Związek samodzielnych?

6 07 2008

Działając w ZHP widziałem wiele rzeczy dziwnych, nienormalnych, wiele błędów popełnianych przez innych i przez samego siebie. Z tymi ostatnimi pewnie najtrudniej było mi się zmierzyć i zajmowało to znacznie więcej czasu niż proste wytknięcie słabości innych. Jedną z rzeczy, która zawsze ogromnie mnie zadziwiała była odpowiedź na pytanie: jak można należeć od organizacji kompletnie ignorując jej zasady i styl działania? Oraz prostota z jaką członkowie tej organizacji odpowiadali “w czym problem?”, o ile nie byli zdziwieni samą treścią pytania.

Podstawową jednostką organizacyjną ZHP, podobnie jak każdej organizacji harcerskiej i skautowej, jest drużyna. Wychowanie natomiast odbywa się jeszcze poziom niżej, w zastępach. Ale nie o wykład z metodyki chodzi - nie w tym rzecz.

W dzisiejszej rozmowie z Agnieszką padło z jej strony stwierdzenie:

wiesz co? Ostatni rok nauczyl mnie jedynie tego, ze nie ma sensu baczyc na swoja druzyne.

Dla niezorientowanych - Agnieszka uczy się w liceum, nie ma otwartej próby przewodnikowskiej aczkolwiek myśli o tym, kilka dni temu objęła funkcję drużynowej. W minionym roku działała w dwóch drużynach - wielopoziomowej i wędrowniczej - teraz prowadzi gromadę zuchową. I pewnie jej wypowiedź by mnie w ogóle nie ruszyła, gdybym nie słyszał podobnych tekstów wiele razy, oraz gdyby nie napisała jeszcze:

Ona chce we wrzesniu otworzyc pwd. Początkowo nie chciała w naszej ksi, wolała w choragwi lub nawet, marzeniem, rozwalaa zmiane hufca. Tyle, ze stanelo na tym, ze utworzy w naszej ksi.

Tą drugą dziewczynę mógłbym opisać podobnie jak Agnieszkę tyle, że jest ze dwa lata młodsza. Co tak zszokowało mnie w tych wypowiedziach, że postanowiłem napisać coś po długim milczeniu? Wróćmy do metodyki.

Wychowanie harcerskie odbywa się w drużynie, która dla sprawnego działania i lepszej realizacji celów podzielona jest na zastępy, a u wędrowników częściej na patrole zadaniowe, bo lepiej oddają charakter tej grupy wiekowej. I o ile gdyby sprawa dotyczyła instruktorów, to technicznie rzecz biorąc wszystko byłoby OK (chociaż moje osobiste przekonania w tej kwestii są odmienne), to mówimy o wędrownikach, którzy z tego co wiem nie są i nie powinni być całkowicie samodzielni. Wędrownik, podobnie jak zuch, harcerz i harcerz starszy jest osadzony w jakiejś grupie rówieśniczej, środowisku, w którym w sposób najpełniejszy i najbardziej naturalny się rozwija.

To normalne, że ludzie zmieniają środowiska - trzeba znaleźć coś co odpowiada naszym oczekiwaniom, potrzebom. Szczególnie dla wędrowników rzadko jest to ta drużyna, która działa najbliżej ich domu czy szkoły. Problemem jednak jest inny trend - wędrownicy przekonani o konieczności zmiany hufca, ale nie znający żadnego konkretnego środowiska, w którym chcieliby działać. Widać go w cytatach powyżej - dziewczyny nie czują się w hufcu i chcą go zmienić. Ale moment - co zmienić? Hufiec? A gdzie ich środowisko, gdzie podstawowe miejsce działania? Gdzie ich zastęp, patrol?

Pytania zostawiam bez odpowiedzi. Czekam na Wasze komentarze.


Uwaga na mapy!

7 06 2008

Organizujesz imprezę i chcesz umieścić w sieci trasę dojazdu? A może na stronie swojej firmy/organizacji masz fragment mapy z zaznaczoną siedzibą? Uważaj - może się okazać, że właściciel praw do mapy zażąda od Ciebie opłat za jej nielegalne wykorzystanie.

Informacje o problemach z prawami do map na stronach internetowych dotarły do mnie wczoraj. Okazało się, że w jednym ze szczecińskich hufców grasuje policja, szukając osoby odpowiedzialnej za umieszczenie na stronie mapy z dojazdem do stanicy. Mapy, która jak mówiła mi jedna z wezwanych w tej sprawie osób “była tam od zawsze”. Oczywiście ciąganie ludzi na policję i żądanie od nich zapłaty kilku tysięcy złotych może budzić kontrowersje. Niestety, w myśl polskiego prawa opracowania kartograficzne także podlegają ochronie własności intelektualnej. Dlatego przed umieszczeniem czegoś na stronie należy dokładnie sprawdzić czy mamy do tego prawo.

A co zrobić, jeżeli są kłopoty z ustaleniem źródła i autora map lub innych materiałów? (bo problem dotyczy przecież w takiej samej mierze grafik, utworów muzycznych, tekstów i in.) Można zawsze skorzystać z jednego z wielu serwisów udostępniających mapy. Moim osobistym faworytem jest Google Maps, ale dostępnych jest wiele innych rozwiązań, w tym polskich. Wyszukanie frazy mapa na twoją stronę zwraca całą masę różnych wyników. Ciekawym rozwiązaniem jest umieszczenie mapy z serwisu OpenStreetMap - serwisu z mapami tworzonego przez ludzi z całego świata i udostępnianymi na otwartej licencji. Poniżej przykład - obrazek przedstawiający teren campusu Politechniki Wrocławskiej.

Politechnika Wrocławska na OpenStreetMap

Na wszelki wypadek ze strony Dąbia zniknęła wczoraj mapa “niewiadomego pochodzenia” i zamiast niej zagościła mapka z Google. Wstawiając mapę z zewnętrznego serwisu koniecznie przeczytaj zasady użytkowania. Wstawiając mapkę jako obrazek (screenshot) zwykle łamie się licencję.


Powtórka z metodyki

25 05 2008

W czwartek na spotkaniu ustaliliśmy - zbieramy ekipę i jedziemy na wyjazd instruktorski. Doszliśmy do wniosku, że to lepsza forma niż jednodniowe spotkanie, z którego można wynieść niewiele. Nie mamy w tej chwili dokładnych planów gdzie i kiedy, bo musimy niestety uwzględnić masę różnych terminów. Na razie na topie są Bieszczady, ale żeby w nie pojechać musimy mieć więcej czasu - zobaczymy czy się uda.

Na mnie czeka zadanie specjalne - powtórka metodyki wędrowniczej. Wygrzebałem ze sterty papierów opracowanie “Wędrowniczki i wędrownicy zarys metodyki” - najlepsze jakie znam. Na szczęście nie jest tego dużo, około 50 stron bez regulaminów (a fu! regulaminy, jak mogli! MSPANC) tyle, że w czasie przedsesyjnym może być ciężko wygospodarować tych kilka godzin.


Lista rzeczy, które zrobiłem źle (w ZHP)

14 04 2008

Nie obawiam się krytyki swoich działań, bo staram się wymagać od siebie przynajmniej tyle samo co od innych. Tą zasadą kierowałem się zawsze w pracy harcerskiej. Zanim ktoś rzuci takie pytanie, lub oskarżenie chciałbym ubiec adwersaży…

  1. Założyłem drużynę za późno. Nie mogłem zdecydować się, by oderwać się od 1 ŚDH w momencie, kiedy zauważyłem, że tam się nic nie zmieni. Zabrakło mi trochę odwagi i tego błędu bardzo żałuję. Pośrednim efektem jest to, że 37 DH w tej chwili nie istnieje. Za swoją porażkę uważam także, że zacząłem budować drużynę mając w perspektywie wyjazd na studia. Na szczęście KSI hufca Pogodno “skopała mi tyłek”, bo miałem pomysł, żeby prowadzić drużynę z doskoku.
  2. Nie wychowałem ani nie przygotowałem następcy w drużynie. Błąd niewybaczalny dla instruktora, popełniony zresztą nie tylko na funkcji drużynowego. Można oczywiście zrzucać winę na brak wzorców w 1 ŚDH, ale dla mnie to żadne usprawiedliwienie. Drużynę przekazałem swojemu kumplowi, ale niestety człowiekowi z zewnątrz. Moich harcerzy dotknął bezpośrednio brak dalekowzroczności i rozsądku.
  3. Kapituła naramiennika wędrowniczego została utworzona dla konkretnego celu, którym było umożliwienie moim znajomym zdobycie naramiennika. Nie chodziło o nie wiadomo jakie działanie na rzecz hufca, tylko zwykłe załatwienie swoich interesów. Niektórzy robią to po swojemu, ja chciałem zrobić to tak, jak jest przyjęte w Związku. Przez długi czas kapituła wegetowała, dopiero ostatnio została obudzona przez kilka osób chętnych do zdobycia naramiennika. Nie jest to jednak działanie na poziomie zespołu wędrowniczego, więc uważam, że kapitułę trzeba rozwiązać a zdobywanie naramiennika umożliwić na przykład w kręgu.
  4. MKI został założony za późno. Rozmawialiśmy o tym już w swoim gronie. Błędem było, że nie zrobiliśmy tego wcześniej, ale znowu chodziło o zasady i chciałem zaczekać aż będziemy spełniali wymagania. Poza tym dla mnie przymiotnik instruktorski nadal oznacza: dla ludzi z podkładką. Staromodny chyba jestem.
  5. Za słabo dbałem o rozwój Zespołu Promocji i Informacji. W tej chwili jest problem, bo ja chcąc zrezygnowac z funkcji nie za bardzo mam komu ja przekazać, bo brakuje nam ludzi z pasją i doświadczeniem. Poza tym jest to praca ciężka i niewdzięczna, a efektów nie widać bezpośrednio. W chwili obecnej intensywnie przygotowuję Agnieszkę, żeby mogła jak najlepiej robić to czym w tej chwili się zajmuje.
  6. Podjąłem błędną decyzję co do przekazania 37 DH. Powinienem był poszukać możliwości przejścia moich harcerzy do innej drużyny, może mocnej działać w kierunku połączenia drużyny Seby i mojej. Niestety w grę wchodziła (sic!) polityka, bo przecież Seba to szczep, a ja byłem poza. Zuchy z gromady Pawła w związku z tym nie mogły już przechodzić do mnie, tylko trzeba było sztucznie przenieść obumierającą 10 DH na Pomorzany. Wracając do meritum. Zaufałem Dawidowi wierząc, że ma odpowiednie przygotowanie i chęć do działania. Za późno i za mało zdecydowanie podjąłem działania na rzecz rozwiązania 37 DH - gdybym zareagował wcześniej, pewnie większość harcerzy byłaby teraz np. w 10 DH.
  7. Zawaliłem swoją próbę podharcmistrzowską. W marcu minął termin zamknięcia. Nie zamierzam sztucznie jej przedłużać i w najbliższych dniach wyślę stosowne wnioski o zamknięcie z wynikiem negatywnym. Wiem, że niektórzy (także w Pogodnie) robią swoje próby po 3 lata, ale o czym było na początku? Przestrzegajmy zasad. Niestety phm to kolejny efekt mojego marzycielstwa - myślałem, że to będzie dobry sposób na trzymanie się środowiska szczecińskiego. Niestety bardzo szybko poddałem się, a potem nie potrafiłem uciąć sprawy w porę. Za pół roku znów będę mógł otworzyć.
  8. Jest jeszcze kwestia próby przewodnikowskiej. Była ambitna, zrealizowana przeciętnie. Złożyło się na to bardzo wiele czynników, część niezależnych ode mnie. Komisja podjęła decyzję o zamknięciu próby pozytywnie. Chciałem “naprawić” swoje błędy w próbie podharcmistrzowskiej, dlatego otworzyłem ja najszybciej jak mogłem. Niestety ten pomysł nie był dobry o czym pisałem w punkcie 7.

Nowa idea kręgu

13 04 2008

Zanim znów zacznę obrażać, bezpodstawnie oskarżać i niepotrzebnie krytykować, to pomysł kreatywny. Żeby nie było, że ja nic nie robię, tylko wzbudzam zamęt.

Mamy problem z młodymi instruktorami. Trochę ich nam w hufcu brakuje, a do tego młoda kadra (ta najnowsza) nie garnie się jakoś do zdobywania stopni instruktorskich, że o wędrownikach już nie wspomnę. Mamy też nieaktywny MKI, który ma potencjał, bo zrzesza sporą część młodej kadry instruktorskiej hufca.

Komisja stopni instruktorskich jest nieco oderwana od rzeczywistości, bo są w niej głównie instruktorzy, którzy nie znają naszego środowisk. Komisja nie ma więc możliwości dotrzeć do młodej kadry, a tym bardziej członków drużyn, by zachęcić ich do otwarcia prób na stopnie.

Wobec tego pojawił się pomysł zaangażowania młodych instruktorów. Idealnym zespołem do tego jest właśnie krąg. Doskonale znamy środowisko, mamy dobry kontakt z całą kadrą - zarówno młodą, do której skierowane będą działania, jak i starszą, z którą wzajemnie będziemy się wspierać.

Rozmawiałem dzisiaj trochę z ludźmi, do których skierowany miałby być ten projekt. W najbliższych dniach prawdopodobnie dostanę kilka dalszych uwag i propozycji działań. Większość problemów dotyczyła tego, że KSI jest w opinii młodych ludzi wyobcowana - komisja nie zna ich, oni komisji. Ktoś kto chce otwierać próbę zrobi to szybciej i chętniej, jeżeli będzie mógł po przyjacielsku zwrócić się o pomoc i poradę. Ważne jest też zainteresowanie i motywacja kandydata do stopnia, a czasem nawet lekkie pociągnięcie go za rękę. Większość osób wskazywała na brak znajomości realiów działania przez KSI, co bardzo utrudnia chociażby pomoc w układaniu zadań, czy ogólnym podejściu do próby. Fakt, że część z tych rzeczy to zadania dla opiekuna, ale tego przyszli instruktorzy też muszą się gdzieś dowiedzieć. Istotnym elementem, który pojawił się w części wypowiedzi była potrzeba posiadania miejsca, w którym można zobaczyć na czym polega bycie instruktorem, usłyszeć jak to jest, poczuć na czym to polega. Ważne jest przestrzeganie zasad i nie chodzi tutaj nawet o prawo harcerskie, ale o wszystkie zasady i regulacje organizacyjne, nie tylko te dotyczące stopni instruktorskich.

Pewnie część z tych rzeczy może zaoferować KSI. Część leży w gestii opiekunów. Myślę jednak, że jeżeli chcemy znacząco zwiększyć liczbę otwieranych prób instruktorskich trzeba zacząć działać bardziej zdecydowanie i oferować pomoc i wsparcie zanim wędrownik zdecyduje się na otwarcie próby.

W związku z tym moją propozycją, którą w najbliższym czasie przedyskutuję z kręgiem jest stworzenie dodatkowego wsparcia dla przyszłych instruktorów. “Zupełnie niezobowiązujące spotkania z granatową podkładką” byłyby chyba niezłą formą promocji stopnia, a do tego ciekawym polem aktywności dla kręgu.


O sytuacji w Dąbiu trochę szerzej

13 04 2008

Spore wątpliwości powoduje u wielu czytelników podniesiona przeze mnie kwestia udziału w zjeździe niektórych osób. Mimo wątpliwości, chciałem zwrócić uwagę, że pogląd iż członkowie zespołów: promocji i informacji, kwatermistrzowskiego i historycznego, nie powinni mieć prawa wyborczego nie jest bynajmniej moją koncepcją. Już kilka lat temu sprawę opisywał miesięcznik instruktorski Czuwaj!

Nie oskarżam, wbrew pozorom, naszej komendantki o celowe zagranie. Uważam to za pomyłkę, brak znajomości przepisów, co doskonale wpisuje się w jej ogólne podejście do regulaminów i instrukcji w Związku. Wspomniany tekst można przeczytać na stronie czuwaj.pl Demokracja kruczków [plik PDF].

Sprowokowany pytaniami i uwagami chciałbym napisać tez trochę szerzej o ogólnej sytuacji hufca. To są cenne informacje dla komisji rewizyjnej - raczej nie po to by podjąć natychmiastowe działania, ale raczej, by mieć świadomość na czym się stoi.

Hufiec Szczecin Dąbie nadaje się do rozwiązania. Wynika to już z prostej arytmetyki liczby drużyn. Według informacji na stronie mamy w tej chwili 14 podstawowych jednostek organizacyjnych. Instrukcja przewiduje, że hufiec powinien mieć minimum 10 jednostek. Niby wszystko ok, ale czy na pewno?

5 Drużyna Harcerska “Sęp” - nie istnieje
9 Żeńska Drużyna Harcerska “Watra” - wątpię, że istnieje o czym wspominałem w poprzednim wpisie
1 Drużyna Wędrownicza “Ludzie Lasu” - nie istnieje
11 Drużyna Wędrownicza “ZEW” - wątpię, że istnieje - jeżeli się mylę proszę wyprowadźcie mnie z błędu
Krąg Instruktorski “Żagiew” - istnieje bo zawsze istniał. Ciekawe tylko jak bez rozkazu rozmnożyła mu się liczba członków?
Młodzieżowy Krąg Instruktorski - do rozwiązania, o czym wspominałem w poprzednim wpisie.

14 minus 6 daje 8. Można powiedzieć, że balansujemy na granicy opłacalności, ale powiedzmy sobie szczerze - regulaminowy zapis o 10 jednostkach i 15 instruktorach jest złudny. Być może powstał on z myślą o terenach wiejskich, bo chyba nie powinien stosować się do hufca działającego w kilkuset tysięcznym mieście!?

Pozostawiam do własnych przemyśleń. Czekam niecierpliwie na dalsze prowokacje do pisania! :)


Szukam nowego hufca

11 04 2008

Nie zdecydowałem się na razie opuścić organizacji, czy nawet zmienić swojego statusu na członka wspierającego i pewnie jeszcze przez jakiś czas nie będę gotowy takiej decyzji podjąć. Zawsze jest ta nadzieja, że coś się zmieni, a po podjęciu decyzji człowiek ma ogromną pokusę, by wrócić. Dlatego zanim cokolwiek zrobię, chcę być pewien swojej decyzji.

Nie jestem w stanie dłużej patrzeć na to, co dzieje się w moim hufcu. Nie rozumiem jak to się stało, że instruktorzy - moi przyjaciele, bezczynnie przypatrują się coraz większej degradacji i zawłaszczeniu Dąbia przez komendantkę. Uważam, że nie mogę dłużej być instruktorem tego hufca, pozostając w zgodzie z samym sobą i wartościami jakie ukształtowało we mnie ZHP.

Zapaść hufca trwałą od kilku lat. Nie wiem czy był to objaw niemocy środowiska, braku “młodej krwi”, braku lidera, który umiałby pociągnąć za sobą grono instruktorskie, czy zwyczajnej miernoty programowo-organizacyjnej. Nie mnie oceniać, za młody jestem - jest wiele rzeczy, których nie wiem, nie pamiętam. Swoje pierwsze lata w organizacji pamiętam zapewne lepiej niż wyglądały faktycznie, bo wszystko było dla mnie nowe i porywające.

Ostatnie trzy, cztery lata mogę jednak spokojnie opisywać. W sierpniową noc 2005 roku zostałem instruktorem, a już wcześniej miałem bardzo szerokie spojrzenie na organizację i to co się w niej dzieje. Wiele z tego zawdzięczam ludziom, których spotkałem na swojej drodze. Od kilku lat bardzo świadomie i krytycznie obserwuję sytuację w hufcu. Obserwowałem z różnych perspektyw, porównywałem z innymi znanymi mi środowiskami, szukałem przykładów gdzie się dało. Uczyłem się jak hufiec powinien działać i co możemy, jako środowisko instruktorskie, jeszcze zrobić, byśmy działali lepiej i efektywniej.

Tutaj uwaga na boku. Krytycznie nie oznacza, że krytykuję. Krytycznie, to znaczy maksymalnie obiektywnie, niezależnie, mając najlepszą i najszerszą możliwą wiedzę. Tak zawsze starałem się i nadal staram się patrzeć na swój hufiec.

W ciągu ostatniego roku wycofałem się z działalności w hufcu. Przestałem mieć złudzenia, że studiując we Wrocławiu mogę aktywnie działać w środowisku szczecińskim. Z drugiej strony nie chciałem opuszczać macierzystej jednostki, bo cały czas wierzyłem, że mogę tam coś zdziałać, zmienić, wnieść swój wkład - spłacając to co sam otrzymałem będąc harcerzem.

Równocześnie obserwowałem coraz słabszą sytuację hufca, coraz większe podporządkowanie każdej kwestii jednej osobie. Zacząłem się poddawać. Uświadomiłem sobie, że nie jestem w stanie tej sytuacji zmienić, bo przecież nie mam nawet fizycznych możliwości. Zacząłem coraz bardziej odpuszczać kolejne rzeczy - Zespół Promocji, stronę hufca, kapitułę naramiennika.

Celowo i świadomie nie złożyłem sprawozdania z działalności kręgu za zeszły rok. Kilka miesięcy wcześniej Sebastian został zwolniony z funkcji drużynowego i nie spełnialiśmy podstawowego wymogu ilości członków. Ale kto by o to dbał. Skoro ja się nie spisałem, to można znaleźć kogokolwiek kto napisze cośtam i odda. Byle było. Jakość się nie liczy, od dawna już zresztą. Tak, Pitrze - dałeś się wmanewrować i wpuścić w kanał. Komendantka hufca powinna chyba wiedzieć ilu członków może liczyć krąg. Listę konsekwencji za nierozliczenie się z dokumentacji zresztą też. Ale. Na szczęście chorągiew nas nie sprawdzi, bo przeciez nas lubią. Skoro przewodniczącą ChKSI może zostać osoba, która może wykazać się jedynie przepchnięciem kilku “prób instruktorskich”.

Robienie czegoś przez naszą komendantkę wygląda trochę ja stawianie domu, tyle że czasem bez okiem, czasem bez dachu. W fundamenty już dawno przestaliśmy się bawić.

Szukam hufca. Pilne!

Pod koniec jeszcze kilka takich rzeczy, które dawno chciałem napisać, ale nigdy się nie zebrałem.

Na początek mały apel. Agnieszko, Agato, Marto, Leszku, Krzyśku!
Wykażcie się odpowiednią dozą odpowiedzialności i dojrzałości i nie bierzcie udziału w zjeździe, albo powstrzymajcie się od głosowania. Mogę odwołać się wyłącznie do przyzwoitości, bo zgodnie z poradą bardziej doświadczonych instruktorów nie warto było wchodzić na ścieżkę formalną, bo w naszej chorągwi nic bym w ten sposób nie osiągnął. Sięgnijcie proszę do Statutu ZHP i przekonajcie się sami, że nie jesteście uprawnieni do głosowania na Zjeździe. Wszyscy poza Agatą nie macie nawet prawa w nim uczestniczyć. W razie wątpliwości możecie się do mnie zwrócić, bez problemu wskażę zapisy, z których wynika kto ma a kto nie ma głosu na zjeździe. Do przyzwoitości i uczciwości w przypadku Druha Kwatermistrza (spocznij) nie mogę nawet mówić, bo to między innymi jego próba była wspomniana wcześniej.
Wierzę w Was i liczę na Was. Jesteście młodzi, idealistyczni - to dobrze. Mam nadzieję, że takie właśnie podejście pozwoli Wam podjąć uczciwą decyzję.

Dalsze akapity to małe wskazówki dla Komisji Rewizyjnej. Kasiu, Piotrze - przepraszam, że tak bezpośrednio, ale może potrzebujecie mobilizacji.

Na początek przypomnę, że Patrycja prowadzi swoją drużynę już chyba 4 lata i ciągle nie odbyła kursu drużynowych. Biorąc pod uwagę, że ma w tej chwili małe dziecko i na pewno nie jest w stanie zajmować się drużyną, to może dobry moment, żeby podjąć działania zmierzające do zmiany drużynowej, lub rozwiązania drużyny (bo mam wątpliwości, czy ona w ogóle jeszcze istnieje).

Ciekawą kwestią jest tez gromada zuchowa prowadzona oficjalnie przez Anię D. Wiem, że Agnieszka świetnie bawi się z zuszkami, ale nie jestem przekonany, czy powierzanie małych dzieci licealistkom to jest dobre rozwiązanie. W ogóle temat gromad zuchowych w naszym hufcu jest ciekawy, ale pozostałe przypadki nie są już tak ewidentne.

MKI jest do rozwiązania natychmiast. Powiedzmy sobie szczerze, że nie działamy i nigdy nie działaliśmy. Jest w tym dużo mojej winy i nie wypieram się tego, ale to nie ja sztucznie utrzymuję dodatkową jednostkę.

No i spis. Moja mama czasem przesadza, ale nie wierzę, że w spisie będą tylko ci, którzy powinni… polecam wiadomość, którą wysłałem na listę dyskusyjną Czuwaj. Nie mam konta na N-K, ale myślę, że bez problemu można odnaleźć tą rozmowę.


Kościotrup w szafie

30 10 2007

Czy każdy musi mieć swojego kościotrupa w szafie? Takie coś, co wypada zawsze w najmniej odpowiednim momencie. Straszy wtedy, kiedy nie mamy ochoty o tym myśleć.

Mam swoją zmorę, swojego trupa w szafie. Jest nim projekt Jeden Świat Jedno Przyrzeczenie. Projekt formalnie zakończył się na zlocie w Kielcach. Przez ponad miesiąc zastanawiałem się czy powinienem napisać o swoich przemyśleniach. Czy powinienem publicznie powiedzieć jak to wszystko na prawdę wyglądało. Postanowiłem, że nie. Uznałem, że nie powinienem publicznie pisać o takich rzeczach. A może zabrakło mi odwagi?

Chciałem napisać o odpowiedzialności. O poświęceniu. O służbie. Same wielkie słowa. Ale w codziennej pracy nie było tam wielkich słów. Było dużo ciężkiej pracy. Były ciągle problemy, które nie ja powinienem próbować rozwiązać. I ciągłe nerwy.

Dostałem dzisiaj email. Jeden z wielu, jakie dotarły do mnie, zamiast tam, gdzie powinny. Mój błąd - podałem prywatnego maila na stronie. Ale przecież chciałem dobrze. Dostałem sporo takich maili, bo uczestnicy, kiedy nie mogli otrzymać oficjalnej odpowiedzi, ratowali się pisaniem do mnie. Bo ja zawsze odpowiadałem. Bo zawsze chciałem pomóc.

W projekcie JŚJP pełniłem rolę administratora serwisu. Powinienem był zajmować się tylko i wyłącznie funkcjonowaniem serwisu, bo poziom GK to jak dla przewodnika za dużo. Zazwyczaj staram się pomagać ludziom, więc jeżeli ktoś zgłaszał się z pytaniem, a ja byłem w stanie odpowiedzieć, to po prostu to robiłem. Pytań było coraz więcej bo projekt zaczął całkowicie wymykać się spod kontroli. W pewnym momencie ja też przestałem odpisywać. Miałem dość. Trzy tygodnie po zakończeniu projektu wiedziałem, że to koniec. Nie byłem w stanie już nic zrobić, nikomu pomóc. Nie mogłem walczyć o nagrody dla tych którzy ich niedostali. Nie jestem przecież instruktorem GK. Odpuściłem.

Dostałem dziś maila. Kolejnego z cyklu “dlaczego…”

Czuwaj,

jestem Komendantem Zwiazku Druzyn Ziemi Nyskiej, dwie druzyny z naszego srodowiska 98 NGDH ,,Iskry”, oraz 8 NDH ,,Republika” uczestniczyly w propozycji programowej JS- JP i udalo się im uzyskac tytul druzyny na 100- lecie. Niestety nie były reprezentowane na zlocie ZHP w Kielcach, gdy odbywalo się podsumowanie propozycji programowej i wreczenie dyplomow. Czy w zwiazku z tym istniej mozliwosc otrzymania/ odebrania dyplomow o uzyskaniu tytulu (w choragwi- Oplskiej tez nikt ich nie otrzymal). Bardzo nam zalezy. Licze na szybka odpowiedz.

POZDRAWIAM

(nazwisko celowo usunięte)

P.S Trsc tego maila wyslalem okolo dwoch tygodni temu na adres program@zhp.pl niestety nie dostalem odpowiedzi Moze mi pomozesz i wskazesz osobe, z ktora moge sie kontaktowac

Oczywiście nie jestem odpowiedzialny za tą sytuację - byłem tylko administratorem. I nie umiem pomóc. I nie jestem w stanie napisać, że spieprzyliśmy to wszystko, tylko przez czyjś brak odpowiedzialności. Przez to, że pewien Bardzo Ważny Druh powiedział, że nie będzie pieniędzy na więcej nagród. I przez to, że ktoś nie miał ochoty dokończyć tego, co zaczął.

Spieprzyliśmy ten projekt. Czuję się za to osobiście odpowiedzialny, chociaż nie powinienem. Może dlatego, że jako jedyny byłem z tym projektem od początku do końca. I jestem chyba jedyną osoba w tej organizacji, która ciągle chciałaby coś z tym zrobić, której ciągle zależy.

Denerwuje mnie, że tak to wygląda. Za każdym razem, jak dostanę takiego maila, jak ten wyżej mam ochotę odejść. Rzucić to wszystko i zwiać gdzieś daleko. Bo jak można pozbyć się kościotrupa w szafie?