Michał Szyndel

(prawie) całkiem prywatnie

Spotkanie z granatową podkładką

14 09 2008

Czas leci, więc wreszcie wypadałoby opublikować podsumowanie biwaku w Miroszewie. Wszystkich zainteresowanych zachęcam do komentowania :)

1. Uczestnicy

Planując biwak braliśmy pod uwagę trzy grupy docelowe:

  • drużynowi nie posiadający stopnia instruktorskiego (czyli ci, którzy de facto muszą zrealizować próbę)
  • osoby zainteresowane stopniem, ale nie do końca pewne czy chcą go zdobywać
  • wędrownicy, którzy w naszej opinii powinni podjąć się realizacji próby, ale ze swojej strony nie wykazują takiej chęci

W biwaku wzięli udział: Marta, Wiktor, Agnieszka, Karolina, Leszek i Asia. Kadrę stanowili członkowie MKI z wyjątkiem Natalii (niestety musiała wyjechać do rodziny).

2. Program

Przygotowując program biwaku chcieliśmy przekazać uczestnikom to co naszym zdaniem jest najważniejsze podczas przygotowania i realizacji próby przewodnikowskiej.

  • Ognisko obrzędowe z gawędami o roli instruktora, postawie instruktorskiej, etc.
  • Kim jest instruktor?
  • Metoda harcerska
  • Tworzenie próby
  • Opiekun próby
  • Problemy w realizacji próby
  • 40 pytań Michała Boruna
  • Rozmowy indywidualne z uczestnikami

3. Ocena zajęć

Podczas podsumowania biwaku oceniliśmy każde z zajęć pod kątem ich przygotowania i przeprowadzenia. Do niektórych zajęć mieliśmy tylko drobne uwagi, nie wymienione poniżej.

  • Kim jest instruktor?
    • Uczestnicy nie byli chyba przygotowani do takich zajęć. Forma dyskusyjna (balonik, dyskusja w stresie czasowym) była mało żywa.
    • Członkowie kadry biorący udział w zajęciach albo uczestniczą w nich od początku na tych samych zasadach co pozostali uczestnicy, albo nie są w ogóle obecni na zajęciach. Kadra nie wtrąca się.
    • Forma dyskusji wymaga dopracowania, tak by skuteczniej ją animować.
    • Jeżeli kadra w dyskusji przedstawia błędne poglądy (w celu pobudzenia uczestników do rozmowy) to na koniec należy wytłumaczyć, że taki był cel.
  • Metoda harcerska
    • Brak wprowadzenia do tematu.
    • Elementy metody przedstawione jednoosobowo i zbyt pobieżnie - zajęcia trzeba lepiej planować i przygotowywać!
    • Brak podsumowania zajęć. Przy tym temacie dobre podsumowanie jest niezbędne.
  • Planowanie próby
    • Brak jasno zdefiniowanego celu zajęć.
    • Forma zajęć wielokrotnie powtarzana wcześniej. Trzeba opracować inną formę, być może bardziej związaną z formułowaniem zadań (zasada SMART)
  • Problemy w realizacji próby
    • Zajęcia słabo przygotowane, bez jasnego celu.
    • Uczestnicy niewiele zapamiętają. Prawdopodobnie należy zrezygnować z tego typu zajęć.

Podczas rozmów indywidualnych pytaliśmy także o ocenę zajęć. Najlepsze opinie zebrały te dotyczące wyboru opiekuna (bo były praktyczne, potrzebne, konkretne), natomiast najsłabiej ocenione zostały zajęcia na temat tworzenia próby (oklepana forma, mało praktyczne…). Za wartościowy uczestnicy uznali także “test” Michała Boruna - był on niezłym wstępem do rozmów.

4. Podsumowanie

W mojej opinii biwak był sukcesem pod wieloma względami. Przede wszystkim udało nam się zebrać większość osób, do których trzeba trafić z propozycją otwarcia próby przewodnikowskiej. Jak się okazuje skutki są dosyć widoczne - w najbliższym czasie otwierane będą dwie próby przewodnikowskie (trzymamy kciuki!), a na dalsze dwie czekamy z niecierpliwością. W miarę możliwości będziemy wspierać także zamknięcie dwóch prób instruktorskich.

Wadą wyjazdu było nasze nie najlepsze przygotowanie. Brak nam jako zespołowi praktyki kształceniowej, co wyraźnie było widać podczas niektórych zajęć. Mam nadzieję, że wyciągnięte wnioski posłużą nam na przyszłość. Przed biwakiem mieliśmy spore problemy z przygotowaniem treści i programu, bo nie do końca byliśmy pewni jakie tematy i w jaki sposób należy poruszyć. Można było trochę więcej czasu zaplanować na dyskusje na różne tematy. Ogromną wadą biwaku był brak zgłoszenia do hufca. Ponoszę za to osobistą odpowiedzialność i chociaż mógłbym długo się tłumaczyć to uważam, że żadnego usprawiedliwienia nie ma. Zobowiązałem się wobec komendantki hufca, że taka sytuacja miała miejsce ostatni raz.

Bardzo cieszę się, że udało nam się zorganizować biwak. Nabraliśmy niezbędnego przy takich imprezach doświadczenia, które będzie (mam nadzieję) procentować w przyszłości. Poznaliśmy bliżej sporą część kadry hufca, mieliśmy okazję dyskutować i wymieniać poglądy, co zawsze jest bardzo wartościowe. Mimo problemów myślę, że udało nam się zrealizować główny cel.


Związek samodzielnych?

6 07 2008

Działając w ZHP widziałem wiele rzeczy dziwnych, nienormalnych, wiele błędów popełnianych przez innych i przez samego siebie. Z tymi ostatnimi pewnie najtrudniej było mi się zmierzyć i zajmowało to znacznie więcej czasu niż proste wytknięcie słabości innych. Jedną z rzeczy, która zawsze ogromnie mnie zadziwiała była odpowiedź na pytanie: jak można należeć od organizacji kompletnie ignorując jej zasady i styl działania? Oraz prostota z jaką członkowie tej organizacji odpowiadali “w czym problem?”, o ile nie byli zdziwieni samą treścią pytania.

Podstawową jednostką organizacyjną ZHP, podobnie jak każdej organizacji harcerskiej i skautowej, jest drużyna. Wychowanie natomiast odbywa się jeszcze poziom niżej, w zastępach. Ale nie o wykład z metodyki chodzi - nie w tym rzecz.

W dzisiejszej rozmowie z Agnieszką padło z jej strony stwierdzenie:

wiesz co? Ostatni rok nauczyl mnie jedynie tego, ze nie ma sensu baczyc na swoja druzyne.

Dla niezorientowanych - Agnieszka uczy się w liceum, nie ma otwartej próby przewodnikowskiej aczkolwiek myśli o tym, kilka dni temu objęła funkcję drużynowej. W minionym roku działała w dwóch drużynach - wielopoziomowej i wędrowniczej - teraz prowadzi gromadę zuchową. I pewnie jej wypowiedź by mnie w ogóle nie ruszyła, gdybym nie słyszał podobnych tekstów wiele razy, oraz gdyby nie napisała jeszcze:

Ona chce we wrzesniu otworzyc pwd. Początkowo nie chciała w naszej ksi, wolała w choragwi lub nawet, marzeniem, rozwalaa zmiane hufca. Tyle, ze stanelo na tym, ze utworzy w naszej ksi.

Tą drugą dziewczynę mógłbym opisać podobnie jak Agnieszkę tyle, że jest ze dwa lata młodsza. Co tak zszokowało mnie w tych wypowiedziach, że postanowiłem napisać coś po długim milczeniu? Wróćmy do metodyki.

Wychowanie harcerskie odbywa się w drużynie, która dla sprawnego działania i lepszej realizacji celów podzielona jest na zastępy, a u wędrowników częściej na patrole zadaniowe, bo lepiej oddają charakter tej grupy wiekowej. I o ile gdyby sprawa dotyczyła instruktorów, to technicznie rzecz biorąc wszystko byłoby OK (chociaż moje osobiste przekonania w tej kwestii są odmienne), to mówimy o wędrownikach, którzy z tego co wiem nie są i nie powinni być całkowicie samodzielni. Wędrownik, podobnie jak zuch, harcerz i harcerz starszy jest osadzony w jakiejś grupie rówieśniczej, środowisku, w którym w sposób najpełniejszy i najbardziej naturalny się rozwija.

To normalne, że ludzie zmieniają środowiska - trzeba znaleźć coś co odpowiada naszym oczekiwaniom, potrzebom. Szczególnie dla wędrowników rzadko jest to ta drużyna, która działa najbliżej ich domu czy szkoły. Problemem jednak jest inny trend - wędrownicy przekonani o konieczności zmiany hufca, ale nie znający żadnego konkretnego środowiska, w którym chcieliby działać. Widać go w cytatach powyżej - dziewczyny nie czują się w hufcu i chcą go zmienić. Ale moment - co zmienić? Hufiec? A gdzie ich środowisko, gdzie podstawowe miejsce działania? Gdzie ich zastęp, patrol?

Pytania zostawiam bez odpowiedzi. Czekam na Wasze komentarze.


Lista rzeczy, które zrobiłem źle (w ZHP)

14 04 2008

Nie obawiam się krytyki swoich działań, bo staram się wymagać od siebie przynajmniej tyle samo co od innych. Tą zasadą kierowałem się zawsze w pracy harcerskiej. Zanim ktoś rzuci takie pytanie, lub oskarżenie chciałbym ubiec adwersaży…

  1. Założyłem drużynę za późno. Nie mogłem zdecydować się, by oderwać się od 1 ŚDH w momencie, kiedy zauważyłem, że tam się nic nie zmieni. Zabrakło mi trochę odwagi i tego błędu bardzo żałuję. Pośrednim efektem jest to, że 37 DH w tej chwili nie istnieje. Za swoją porażkę uważam także, że zacząłem budować drużynę mając w perspektywie wyjazd na studia. Na szczęście KSI hufca Pogodno “skopała mi tyłek”, bo miałem pomysł, żeby prowadzić drużynę z doskoku.
  2. Nie wychowałem ani nie przygotowałem następcy w drużynie. Błąd niewybaczalny dla instruktora, popełniony zresztą nie tylko na funkcji drużynowego. Można oczywiście zrzucać winę na brak wzorców w 1 ŚDH, ale dla mnie to żadne usprawiedliwienie. Drużynę przekazałem swojemu kumplowi, ale niestety człowiekowi z zewnątrz. Moich harcerzy dotknął bezpośrednio brak dalekowzroczności i rozsądku.
  3. Kapituła naramiennika wędrowniczego została utworzona dla konkretnego celu, którym było umożliwienie moim znajomym zdobycie naramiennika. Nie chodziło o nie wiadomo jakie działanie na rzecz hufca, tylko zwykłe załatwienie swoich interesów. Niektórzy robią to po swojemu, ja chciałem zrobić to tak, jak jest przyjęte w Związku. Przez długi czas kapituła wegetowała, dopiero ostatnio została obudzona przez kilka osób chętnych do zdobycia naramiennika. Nie jest to jednak działanie na poziomie zespołu wędrowniczego, więc uważam, że kapitułę trzeba rozwiązać a zdobywanie naramiennika umożliwić na przykład w kręgu.
  4. MKI został założony za późno. Rozmawialiśmy o tym już w swoim gronie. Błędem było, że nie zrobiliśmy tego wcześniej, ale znowu chodziło o zasady i chciałem zaczekać aż będziemy spełniali wymagania. Poza tym dla mnie przymiotnik instruktorski nadal oznacza: dla ludzi z podkładką. Staromodny chyba jestem.
  5. Za słabo dbałem o rozwój Zespołu Promocji i Informacji. W tej chwili jest problem, bo ja chcąc zrezygnowac z funkcji nie za bardzo mam komu ja przekazać, bo brakuje nam ludzi z pasją i doświadczeniem. Poza tym jest to praca ciężka i niewdzięczna, a efektów nie widać bezpośrednio. W chwili obecnej intensywnie przygotowuję Agnieszkę, żeby mogła jak najlepiej robić to czym w tej chwili się zajmuje.
  6. Podjąłem błędną decyzję co do przekazania 37 DH. Powinienem był poszukać możliwości przejścia moich harcerzy do innej drużyny, może mocnej działać w kierunku połączenia drużyny Seby i mojej. Niestety w grę wchodziła (sic!) polityka, bo przecież Seba to szczep, a ja byłem poza. Zuchy z gromady Pawła w związku z tym nie mogły już przechodzić do mnie, tylko trzeba było sztucznie przenieść obumierającą 10 DH na Pomorzany. Wracając do meritum. Zaufałem Dawidowi wierząc, że ma odpowiednie przygotowanie i chęć do działania. Za późno i za mało zdecydowanie podjąłem działania na rzecz rozwiązania 37 DH - gdybym zareagował wcześniej, pewnie większość harcerzy byłaby teraz np. w 10 DH.
  7. Zawaliłem swoją próbę podharcmistrzowską. W marcu minął termin zamknięcia. Nie zamierzam sztucznie jej przedłużać i w najbliższych dniach wyślę stosowne wnioski o zamknięcie z wynikiem negatywnym. Wiem, że niektórzy (także w Pogodnie) robią swoje próby po 3 lata, ale o czym było na początku? Przestrzegajmy zasad. Niestety phm to kolejny efekt mojego marzycielstwa - myślałem, że to będzie dobry sposób na trzymanie się środowiska szczecińskiego. Niestety bardzo szybko poddałem się, a potem nie potrafiłem uciąć sprawy w porę. Za pół roku znów będę mógł otworzyć.
  8. Jest jeszcze kwestia próby przewodnikowskiej. Była ambitna, zrealizowana przeciętnie. Złożyło się na to bardzo wiele czynników, część niezależnych ode mnie. Komisja podjęła decyzję o zamknięciu próby pozytywnie. Chciałem “naprawić” swoje błędy w próbie podharcmistrzowskiej, dlatego otworzyłem ja najszybciej jak mogłem. Niestety ten pomysł nie był dobry o czym pisałem w punkcie 7.

O sytuacji w Dąbiu trochę szerzej

13 04 2008

Spore wątpliwości powoduje u wielu czytelników podniesiona przeze mnie kwestia udziału w zjeździe niektórych osób. Mimo wątpliwości, chciałem zwrócić uwagę, że pogląd iż członkowie zespołów: promocji i informacji, kwatermistrzowskiego i historycznego, nie powinni mieć prawa wyborczego nie jest bynajmniej moją koncepcją. Już kilka lat temu sprawę opisywał miesięcznik instruktorski Czuwaj!

Nie oskarżam, wbrew pozorom, naszej komendantki o celowe zagranie. Uważam to za pomyłkę, brak znajomości przepisów, co doskonale wpisuje się w jej ogólne podejście do regulaminów i instrukcji w Związku. Wspomniany tekst można przeczytać na stronie czuwaj.pl Demokracja kruczków [plik PDF].

Sprowokowany pytaniami i uwagami chciałbym napisać tez trochę szerzej o ogólnej sytuacji hufca. To są cenne informacje dla komisji rewizyjnej - raczej nie po to by podjąć natychmiastowe działania, ale raczej, by mieć świadomość na czym się stoi.

Hufiec Szczecin Dąbie nadaje się do rozwiązania. Wynika to już z prostej arytmetyki liczby drużyn. Według informacji na stronie mamy w tej chwili 14 podstawowych jednostek organizacyjnych. Instrukcja przewiduje, że hufiec powinien mieć minimum 10 jednostek. Niby wszystko ok, ale czy na pewno?

5 Drużyna Harcerska “Sęp” - nie istnieje
9 Żeńska Drużyna Harcerska “Watra” - wątpię, że istnieje o czym wspominałem w poprzednim wpisie
1 Drużyna Wędrownicza “Ludzie Lasu” - nie istnieje
11 Drużyna Wędrownicza “ZEW” - wątpię, że istnieje - jeżeli się mylę proszę wyprowadźcie mnie z błędu
Krąg Instruktorski “Żagiew” - istnieje bo zawsze istniał. Ciekawe tylko jak bez rozkazu rozmnożyła mu się liczba członków?
Młodzieżowy Krąg Instruktorski - do rozwiązania, o czym wspominałem w poprzednim wpisie.

14 minus 6 daje 8. Można powiedzieć, że balansujemy na granicy opłacalności, ale powiedzmy sobie szczerze - regulaminowy zapis o 10 jednostkach i 15 instruktorach jest złudny. Być może powstał on z myślą o terenach wiejskich, bo chyba nie powinien stosować się do hufca działającego w kilkuset tysięcznym mieście!?

Pozostawiam do własnych przemyśleń. Czekam niecierpliwie na dalsze prowokacje do pisania! :)