Michał Szyndel

(prawie) całkiem prywatnie

Podharcmistrz 1.1

29 08 2008

Próba przeszłą nieco zmian, na razie opublikuję wersję bez komentarza i porównania z poprzednimi zadaniami - nie mogę się zabrać do napisania tego…

Tym razem bez iPapieru i tym podobnych bajerów, publikuję tekst jako zwykły dokument google.

Jak zwykle zapraszam do czytania i komentowania :)


Powtórka z metodyki

25 05 2008

W czwartek na spotkaniu ustaliliśmy - zbieramy ekipę i jedziemy na wyjazd instruktorski. Doszliśmy do wniosku, że to lepsza forma niż jednodniowe spotkanie, z którego można wynieść niewiele. Nie mamy w tej chwili dokładnych planów gdzie i kiedy, bo musimy niestety uwzględnić masę różnych terminów. Na razie na topie są Bieszczady, ale żeby w nie pojechać musimy mieć więcej czasu - zobaczymy czy się uda.

Na mnie czeka zadanie specjalne - powtórka metodyki wędrowniczej. Wygrzebałem ze sterty papierów opracowanie “Wędrowniczki i wędrownicy zarys metodyki” - najlepsze jakie znam. Na szczęście nie jest tego dużo, około 50 stron bez regulaminów (a fu! regulaminy, jak mogli! MSPANC) tyle, że w czasie przedsesyjnym może być ciężko wygospodarować tych kilka godzin.


Lista rzeczy, które zrobiłem źle (w ZHP)

14 04 2008

Nie obawiam się krytyki swoich działań, bo staram się wymagać od siebie przynajmniej tyle samo co od innych. Tą zasadą kierowałem się zawsze w pracy harcerskiej. Zanim ktoś rzuci takie pytanie, lub oskarżenie chciałbym ubiec adwersaży…

  1. Założyłem drużynę za późno. Nie mogłem zdecydować się, by oderwać się od 1 ŚDH w momencie, kiedy zauważyłem, że tam się nic nie zmieni. Zabrakło mi trochę odwagi i tego błędu bardzo żałuję. Pośrednim efektem jest to, że 37 DH w tej chwili nie istnieje. Za swoją porażkę uważam także, że zacząłem budować drużynę mając w perspektywie wyjazd na studia. Na szczęście KSI hufca Pogodno “skopała mi tyłek”, bo miałem pomysł, żeby prowadzić drużynę z doskoku.
  2. Nie wychowałem ani nie przygotowałem następcy w drużynie. Błąd niewybaczalny dla instruktora, popełniony zresztą nie tylko na funkcji drużynowego. Można oczywiście zrzucać winę na brak wzorców w 1 ŚDH, ale dla mnie to żadne usprawiedliwienie. Drużynę przekazałem swojemu kumplowi, ale niestety człowiekowi z zewnątrz. Moich harcerzy dotknął bezpośrednio brak dalekowzroczności i rozsądku.
  3. Kapituła naramiennika wędrowniczego została utworzona dla konkretnego celu, którym było umożliwienie moim znajomym zdobycie naramiennika. Nie chodziło o nie wiadomo jakie działanie na rzecz hufca, tylko zwykłe załatwienie swoich interesów. Niektórzy robią to po swojemu, ja chciałem zrobić to tak, jak jest przyjęte w Związku. Przez długi czas kapituła wegetowała, dopiero ostatnio została obudzona przez kilka osób chętnych do zdobycia naramiennika. Nie jest to jednak działanie na poziomie zespołu wędrowniczego, więc uważam, że kapitułę trzeba rozwiązać a zdobywanie naramiennika umożliwić na przykład w kręgu.
  4. MKI został założony za późno. Rozmawialiśmy o tym już w swoim gronie. Błędem było, że nie zrobiliśmy tego wcześniej, ale znowu chodziło o zasady i chciałem zaczekać aż będziemy spełniali wymagania. Poza tym dla mnie przymiotnik instruktorski nadal oznacza: dla ludzi z podkładką. Staromodny chyba jestem.
  5. Za słabo dbałem o rozwój Zespołu Promocji i Informacji. W tej chwili jest problem, bo ja chcąc zrezygnowac z funkcji nie za bardzo mam komu ja przekazać, bo brakuje nam ludzi z pasją i doświadczeniem. Poza tym jest to praca ciężka i niewdzięczna, a efektów nie widać bezpośrednio. W chwili obecnej intensywnie przygotowuję Agnieszkę, żeby mogła jak najlepiej robić to czym w tej chwili się zajmuje.
  6. Podjąłem błędną decyzję co do przekazania 37 DH. Powinienem był poszukać możliwości przejścia moich harcerzy do innej drużyny, może mocnej działać w kierunku połączenia drużyny Seby i mojej. Niestety w grę wchodziła (sic!) polityka, bo przecież Seba to szczep, a ja byłem poza. Zuchy z gromady Pawła w związku z tym nie mogły już przechodzić do mnie, tylko trzeba było sztucznie przenieść obumierającą 10 DH na Pomorzany. Wracając do meritum. Zaufałem Dawidowi wierząc, że ma odpowiednie przygotowanie i chęć do działania. Za późno i za mało zdecydowanie podjąłem działania na rzecz rozwiązania 37 DH - gdybym zareagował wcześniej, pewnie większość harcerzy byłaby teraz np. w 10 DH.
  7. Zawaliłem swoją próbę podharcmistrzowską. W marcu minął termin zamknięcia. Nie zamierzam sztucznie jej przedłużać i w najbliższych dniach wyślę stosowne wnioski o zamknięcie z wynikiem negatywnym. Wiem, że niektórzy (także w Pogodnie) robią swoje próby po 3 lata, ale o czym było na początku? Przestrzegajmy zasad. Niestety phm to kolejny efekt mojego marzycielstwa - myślałem, że to będzie dobry sposób na trzymanie się środowiska szczecińskiego. Niestety bardzo szybko poddałem się, a potem nie potrafiłem uciąć sprawy w porę. Za pół roku znów będę mógł otworzyć.
  8. Jest jeszcze kwestia próby przewodnikowskiej. Była ambitna, zrealizowana przeciętnie. Złożyło się na to bardzo wiele czynników, część niezależnych ode mnie. Komisja podjęła decyzję o zamknięciu próby pozytywnie. Chciałem “naprawić” swoje błędy w próbie podharcmistrzowskiej, dlatego otworzyłem ja najszybciej jak mogłem. Niestety ten pomysł nie był dobry o czym pisałem w punkcie 7.

Nowa idea kręgu

13 04 2008

Zanim znów zacznę obrażać, bezpodstawnie oskarżać i niepotrzebnie krytykować, to pomysł kreatywny. Żeby nie było, że ja nic nie robię, tylko wzbudzam zamęt.

Mamy problem z młodymi instruktorami. Trochę ich nam w hufcu brakuje, a do tego młoda kadra (ta najnowsza) nie garnie się jakoś do zdobywania stopni instruktorskich, że o wędrownikach już nie wspomnę. Mamy też nieaktywny MKI, który ma potencjał, bo zrzesza sporą część młodej kadry instruktorskiej hufca.

Komisja stopni instruktorskich jest nieco oderwana od rzeczywistości, bo są w niej głównie instruktorzy, którzy nie znają naszego środowisk. Komisja nie ma więc możliwości dotrzeć do młodej kadry, a tym bardziej członków drużyn, by zachęcić ich do otwarcia prób na stopnie.

Wobec tego pojawił się pomysł zaangażowania młodych instruktorów. Idealnym zespołem do tego jest właśnie krąg. Doskonale znamy środowisko, mamy dobry kontakt z całą kadrą - zarówno młodą, do której skierowane będą działania, jak i starszą, z którą wzajemnie będziemy się wspierać.

Rozmawiałem dzisiaj trochę z ludźmi, do których skierowany miałby być ten projekt. W najbliższych dniach prawdopodobnie dostanę kilka dalszych uwag i propozycji działań. Większość problemów dotyczyła tego, że KSI jest w opinii młodych ludzi wyobcowana - komisja nie zna ich, oni komisji. Ktoś kto chce otwierać próbę zrobi to szybciej i chętniej, jeżeli będzie mógł po przyjacielsku zwrócić się o pomoc i poradę. Ważne jest też zainteresowanie i motywacja kandydata do stopnia, a czasem nawet lekkie pociągnięcie go za rękę. Większość osób wskazywała na brak znajomości realiów działania przez KSI, co bardzo utrudnia chociażby pomoc w układaniu zadań, czy ogólnym podejściu do próby. Fakt, że część z tych rzeczy to zadania dla opiekuna, ale tego przyszli instruktorzy też muszą się gdzieś dowiedzieć. Istotnym elementem, który pojawił się w części wypowiedzi była potrzeba posiadania miejsca, w którym można zobaczyć na czym polega bycie instruktorem, usłyszeć jak to jest, poczuć na czym to polega. Ważne jest przestrzeganie zasad i nie chodzi tutaj nawet o prawo harcerskie, ale o wszystkie zasady i regulacje organizacyjne, nie tylko te dotyczące stopni instruktorskich.

Pewnie część z tych rzeczy może zaoferować KSI. Część leży w gestii opiekunów. Myślę jednak, że jeżeli chcemy znacząco zwiększyć liczbę otwieranych prób instruktorskich trzeba zacząć działać bardziej zdecydowanie i oferować pomoc i wsparcie zanim wędrownik zdecyduje się na otwarcie próby.

W związku z tym moją propozycją, którą w najbliższym czasie przedyskutuję z kręgiem jest stworzenie dodatkowego wsparcia dla przyszłych instruktorów. “Zupełnie niezobowiązujące spotkania z granatową podkładką” byłyby chyba niezłą formą promocji stopnia, a do tego ciekawym polem aktywności dla kręgu.