Michał Szyndel

(prawie) całkiem prywatnie

Związek samodzielnych?

6 07 2008

Działając w ZHP widziałem wiele rzeczy dziwnych, nienormalnych, wiele błędów popełnianych przez innych i przez samego siebie. Z tymi ostatnimi pewnie najtrudniej było mi się zmierzyć i zajmowało to znacznie więcej czasu niż proste wytknięcie słabości innych. Jedną z rzeczy, która zawsze ogromnie mnie zadziwiała była odpowiedź na pytanie: jak można należeć od organizacji kompletnie ignorując jej zasady i styl działania? Oraz prostota z jaką członkowie tej organizacji odpowiadali “w czym problem?”, o ile nie byli zdziwieni samą treścią pytania.

Podstawową jednostką organizacyjną ZHP, podobnie jak każdej organizacji harcerskiej i skautowej, jest drużyna. Wychowanie natomiast odbywa się jeszcze poziom niżej, w zastępach. Ale nie o wykład z metodyki chodzi - nie w tym rzecz.

W dzisiejszej rozmowie z Agnieszką padło z jej strony stwierdzenie:

wiesz co? Ostatni rok nauczyl mnie jedynie tego, ze nie ma sensu baczyc na swoja druzyne.

Dla niezorientowanych - Agnieszka uczy się w liceum, nie ma otwartej próby przewodnikowskiej aczkolwiek myśli o tym, kilka dni temu objęła funkcję drużynowej. W minionym roku działała w dwóch drużynach - wielopoziomowej i wędrowniczej - teraz prowadzi gromadę zuchową. I pewnie jej wypowiedź by mnie w ogóle nie ruszyła, gdybym nie słyszał podobnych tekstów wiele razy, oraz gdyby nie napisała jeszcze:

Ona chce we wrzesniu otworzyc pwd. Początkowo nie chciała w naszej ksi, wolała w choragwi lub nawet, marzeniem, rozwalaa zmiane hufca. Tyle, ze stanelo na tym, ze utworzy w naszej ksi.

Tą drugą dziewczynę mógłbym opisać podobnie jak Agnieszkę tyle, że jest ze dwa lata młodsza. Co tak zszokowało mnie w tych wypowiedziach, że postanowiłem napisać coś po długim milczeniu? Wróćmy do metodyki.

Wychowanie harcerskie odbywa się w drużynie, która dla sprawnego działania i lepszej realizacji celów podzielona jest na zastępy, a u wędrowników częściej na patrole zadaniowe, bo lepiej oddają charakter tej grupy wiekowej. I o ile gdyby sprawa dotyczyła instruktorów, to technicznie rzecz biorąc wszystko byłoby OK (chociaż moje osobiste przekonania w tej kwestii są odmienne), to mówimy o wędrownikach, którzy z tego co wiem nie są i nie powinni być całkowicie samodzielni. Wędrownik, podobnie jak zuch, harcerz i harcerz starszy jest osadzony w jakiejś grupie rówieśniczej, środowisku, w którym w sposób najpełniejszy i najbardziej naturalny się rozwija.

To normalne, że ludzie zmieniają środowiska - trzeba znaleźć coś co odpowiada naszym oczekiwaniom, potrzebom. Szczególnie dla wędrowników rzadko jest to ta drużyna, która działa najbliżej ich domu czy szkoły. Problemem jednak jest inny trend - wędrownicy przekonani o konieczności zmiany hufca, ale nie znający żadnego konkretnego środowiska, w którym chcieliby działać. Widać go w cytatach powyżej - dziewczyny nie czują się w hufcu i chcą go zmienić. Ale moment - co zmienić? Hufiec? A gdzie ich środowisko, gdzie podstawowe miejsce działania? Gdzie ich zastęp, patrol?

Pytania zostawiam bez odpowiedzi. Czekam na Wasze komentarze.