Pierwsze starcie
19 01 2008Dzisiaj rano pierwszy raz się pokłóciliśmy. To chyba nawet dobrze, bo wynika z tego, że jednak jesteśmy normalni i gorsze chwile też nam się zdarzają.
Mniejsza o co poszło, zresztą ja zawiniłem, więc tym bardziej nie zamierzam opisywać szczegółów. Konflikt miał swoje przyczyny wczoraj, ale wybuchł dopiero dziś. Jeżeli dobrze zarejestrowałem to trwał jakieś dwie godziny - nieźle jak na początek. Dobra, a teraz poważnie.
Zapuściłem trochę bloga. Ostatni wpis opublikowałem ponad miesiąc temu. Sporo się działo, ba! Strasznie dużo rzeczy się stało od tego czasu. Minęły przecież święta, zaczął się nowy rok. Na przełomie grudnia i stycznia Meggy spędziła we Wrocławiu cały tydzień. Kilka niepowtarzalnych i niesamowitych dni. Szkoda tylko, że zimnych i mało słonecznych.
W międzyczasie trochę pisałem, ale wszystkie te teksty poruszają ciężkie tematy i zapowiadają się raczej na artykuły do jakiejś gazety niż wpisy na bloga. Niestety ciągle nie udało mi się ich dokończyć.
Następny tydzień będzie ciężki, nawet bardzo. Codziennie jakaś kartkówka, poprawa, zaliczenie. A za tydzień sesja, która zapowiada się w tym roku jako ostoja spokoju. To będzie ciężki tydzień, ale przecież problemy trzeba pokonywać :)
ps. Kupiłem Widma w mieście Breslau Marka Krajewskiego. Po lekturze kilku pierwszych stron zapowiada się ciekawie…









Dramatyzujesz. Przecież sami zdecydowaliśmy nazwać to kłótnią, żeby pierwszą mieć już za sobą ;) A wczoraj do tej wymiany zdań nie byłu okazji.
Trzymam kciuki za powodzenie w nauce i czekam na notki - byle nie kosztem ocen i terminów :P
Ja jeszcze nie wiem co to sesja, ale powodzenia ;]. Pozdrawiam Orite ;), dobrze że się kłócicie… Hajder, podziwiam za “ja zawiniłem” publiczne. ;]
kłótnie?? ważne, żeby były konstruktywne ;)
Seba, błogosławieni Ci, co nie poznali sesji, albowiem oni nie obrosną kurzem w bibliotekach…
Orite - spodobało mi się to “Dramatyzujesz.” ;-) Podoba mi się to słowo. To naprawdę dobre słowo. I powodzenia w dalszym związku z Michałem. Fajnie byłoby kiedyś Cię poznać, tak poza tym. No.
Michał - zawsze potrafiłeś przyznać się do winy. Oczywiście, jeśli Ci na tym zależało. Trzymaj się w tym Wrocku, Michaś. I odezwij czasem, nie tylko służbowo. Może kiedyś byśmy na jakieś małe co nieco wyskoczyli, jak wtedy w Cutty Sarku… Fajnie wtedy było.
A związki… Powiem Ci, że związki są fajne. Coś na ten temat wiem ;-)
To jest dobre słowo, prawda :) tym bardziej, że prawdziwy dramat nie wchodzi w grę - mogłaby nim być tylko niemożność zrozumienia drugiego, a takiej opcji nie ma - oboje mamy tendencję do rozkładania wszystkiego na czynniki pierwsze, dochodzenia do przyczyn i potencjalnych konsekwencji. Wszystko jest póki co pod kontrolą.
W temacie sesji - to ja tam kurzem porastać nie zamierzam - jutro egzamin, pojutrze zaliczenie i wolne :) no, chyba że się (tfu!) noga podwinie.
A co do związków Piotrku, to praktykowanie tej teorii coś Ci nie idzie - tak po ostatnim wpisie z bloga sądząc…
Fakt. Ale to bardziej złożone. Nie wiem jak z nami będzie (mną i Martą), coś się pewnie ułoży. Mam taką nadzieję. Na razie się zgrywamy, jeszcze się nie znając.. Poza tym ona ma naprawdę teraz ciężko (walczy o to żeby jej nie wywalili i w ogóle dopuścili do sesji…), dlatego wolę się nie narzucać coby ją jak najbardziej wspomóc. Niestety historia (moje studia) i zootechnika (jej) mają niewiele wspólnego, dlatego inaczej nie potrafię. Źle mi z tym, ale co robić. Wkurza mnie tylko myśl o tym, że chyba spełni się najgorszy scenariusz i wróci do Suwałk. A to już będzie trochę inna historia…
a. jak pisałam poprzedni komentarz, to ostatni post zaczynał się od “jestem draniem”, więc niekoniecznie to miałam na myśli. ale cóż, w końcu wszyscy jesteśmy tylko ludźmi…
Ja podczas sesji kurzem w bibliotece nie porastam:PP Ja na koniec semestru przyrastam ręką do myszki przed komputerem a sesja to już w porównaniu z przedsesją (ha, niemal jak przedwiośnie, ale zdecydowanie mniej przyjemne) to lajcik;-)
Meg i Hajder wiedzą, że trzymam za nich kciuki i w nich wierzę, więc nie będę się powtarzać, a kłótnie jak kłótnie, zawsze się zdarzają. Problem byłby jakby ich nie było.
to za mnie już nie trzeba, możesz dwa za niego ;)
mam ferie :D
a kłótnie… ja chyba bym wolała, żeby ich nie było. bo ranienie się nawzajem jest jak dla mnie całkowicie bez sensu.
Skoro powstało takie małe forum to się dopiszę :-) A co :-P Bo ja też po sesji
Orite… jesteśmy tylko ludźmi… Hmm… Mogłaś faktycznie odnieść wrażenie, że mi związki nie wychodzą. Ale nie ;-) Wychodzą, pod warunkiem że chcę być w związku i ta druga osoba też tego chce. Ale wtedy chciałem się po prostu zabawić i nie myśleć o niczym. Tylko usta, dłonie, paznokcie drapiące po plecach i obłędne kolory muzyki (to nie żart - muzyka trafiała w me uszy i wystrzeliwała obłędnymi kolorami w głowie). Narkotyczne wizje bez narkotyków…
Nie wiem jak teraz będzie z Martą, mamy małe problemy, nie mogę jej też czasem zrozumieć. Nie wiem też sam co na ten temat myśleć (mnie i jej). Wiem za to, że mi się podoba i mnie rozśmiesza czasem. I tyle… Jest się przynajmniej o co zahaczyć. A dalej się zobaczy, w końcu znam ją dwa tygodnie, a spotkań tylko ze cztery były, o powodach tak małej ilości już pisałem. No. Bo jakbyś czytała też komentarze do notek to byś się więcej dowiedziała ;-P Ale nie każdemu się chce, ja akurat mam takiego małego fioła.
/coś nowego prosimy…/