Brak weny
4 11 2007Cierpię na brak natchnienia. To nie jest tak, że nie mam o czym pisać. Absolutnie.
Problem leży w tym, że nie jestem pewien czy powinienem publikować to co chciałbym napisać.
Żyję w zawieszeniu. Oboje żyjemy. Wszystko jest ok, dopóki zachowane są pewne złożone warunki, na które nie mamy tak na prawdę wpływu. Wierzymy, że ten stan będzie trwał, bo tylko Wiara daje nam Pewność.
Rozmawiamy godzinami. Rozmawiamy o nas, o sobie nawzajem. Poznajemy się. Czasami mówimy o rzeczach, których pewnie nikomu innemu byśmy nie powiedzieli. Z niejednej takiej rozmowy można by stworzyć świetne opowiadanie. Można by napisać interesującą notkę. Ale. Zawsze jakieś ale. Nie wiem czy pewnego dnia Ktoś nie wejdzie tutaj przypadkiem i nie przeczyta. I że nagle wszystko się skończy.
Nie lubię pisać o pierdołach. Nie widzę sensu w codziennym zalewaniu rzeczywistości potokiem słów. Chciałbym pisać rzeczy mądre i ciekawe, bo tylko takie są warte czyjejś uwagi.
O czym mam więc pisać?









O życiu. Po prostu.
Kiedyś odkryłem, że to jak z uśmiechem. Jak się będzie czekało na chwile naprawdę, ale to naprawdę, w 100 % zabawne… to można umrzeć i ani razu się nie uśmiechnąć.
Popieram Piotra, choć zdaje sobie sprawę, że nie jest to do końca (lub w ogóle) satysfakcjonujące dla Ciebie.
PS
Świetne jest to zdjęcie obok ^^’
(wybacz, nie mogłam się powstrzymać…)
Michał, wiem, że to temat na dłuższą rozmowę ale to co jest między Wami jest chore. Tak naprawdę z obu stron. Taka sytuacja nigdy przenigdy nie powinna mieć miejsca. Wiem co mówię niestety… I powiem krótko - ona powinna się zdecydować. Jak najszybciej. Takie zawieszenie nigdy nie będzie dobre a im dłuższe tym gorsze. Może i jej jest źle, może coś się dzieje nie tak, coś nad czym nie umie zapanować ale nie powinna tak robić. Prędzej czy później, jestem niemal pewna, że przyjdzie Wam się zmierzyć z sytuacją gdy ten Ktoś się dowie. I wtedy będzie już naprawdę wszystko źle…
Przepraszam, że tak ostro, ale mam swoje powody. I możesz skasować ten komentarz, nie obrażę się.