Michał Szyndel

(prawie) całkiem prywatnie

Clean up ‘07

14 09 2007

W tym roku nie musisz ruszać z wielką torba w las, żeby ratować świat. Zacznij od swojego otoczenia. Przez kolejne trzy dni trwa Sprzątanie Świata 2007. Przyłącz się do niego już dziś. Zacznij od sprzątnięcia swojego pokoju. Posegreguj odpady. Zastanów się, czy zamiast wyrzucać, możesz oddać coś potrzebującym. Śmiało - ten bałagan w Twoim nie jest aż taki straszny :) Świeć przykładem!

Tegoroczna akcja “Sprzątanie Świata - Polska 2007″ odbędzie się w dniach 14, 15 i 16 września. Tym razem hasłem przewodnim będzie:

Oszczędzaj. Wyłączaj. Odzyskuj. Świeć przykładem!

W tym roku będziemy mówić o oszczędzaniu. Oszczędzaniu surowców naturalnych, energii, materiałów. Chcemy zwrócić uwagę na przeciwdziałanie zmianom klimatyczym i na to, co każdy z nas może zrobić sam w domu aby środowisku było lżej.


AKI, KIA, czy może jeszcze inaczej?

12 09 2007

Od bardzo dawna moim marzeniem było działanie w zespole instruktorskim. To jest to co mnie kręci, coś w czym mogę się realizować. Próbowaliśmy ruszyć coś takiego w Szczecinie. Chyba się nie udało. Nie lubię się poddawać, ale może po prostu za późno się za to zabraliśmy. Wiecznie na coś czekałem i kiedy wreszcie marzenie można było zamienić w fakt, nasz zapał nie był już taki jak na początku. Musimy spróbować się ruszyć. Jednak dzisiaj nie o tym.

Prawie na sto procent jestem pewien, że przenoszę moją harcerską działalność do Wrocławia. Nie jestem w stanie działać na co dzień w Szczecinie, czas powiedzieć to sobie prosto w twarz. Nie rzucę oczywiście z dnia na dzień wszystkiego co tu robię, ale muszę zacząć patrzeć na wszystko w ograniczonej perspektywie czasowej.

Wracając do meritum. Chciałbym założyć we Wrocławiu krąg instruktorski. Krąg dla młodych instruktorów, studentów, przyjezdnych. Te trzy rzeczowniki są najważniejsze. Jest masa rzeczy, które chciałem zawsze zrobić w harcerstwie, ale nie miałem na to czasu, brakowało zespołu. Część z nich jest normalna, kilka pomysłów jest szalonych. Wielu nie umiem sam określić, bo tylko czytałem o nich w internecie. Chciałbym, żebyśmy “robili fajne harcerstwo”.

Chciałbym zaangażować tam ludzi, którzy, podobnie jak ja, nie do końca umieją się odnaleźć w nowej rzeczywistości. Jedną nogą cały czas w swoim macierzystym hufcu, ale przecież na co dzień nie mogą tam już działać. Celem jest stworzenie pola do realizacji pomysłów i marzeń. Nie wiem co krąg miałby dokładnie robić. Nie mam planu, patentu na dobry krąg. Kiedyś chciałem tak działać i to był błąd. Teraz wiem jedynie co ja chciałbym robić. Szukam zespołu. Chciałbym, żeby nasze działania były sumą naszych pomysłów. Ale zawsze sumą, nie częścią wspólną!


Wpis chroniony hasłem: Zacząłem grać…

12 09 2007

Ten wpis jest chroniony hasłem. Aby go przeczytać, wpisz hasło poniżej:



enneagram

11 09 2007

Nie wiem czy słyszeliście kiedyś o enneagramie. Jeżeli nie to koniecznie wejdźcie na polską stronę na ten temat i wykonajcie test. Myślę, że warto zacząć właśnie od testu, a dopiero potem czytać całą resztę. A teraz troszkę o mnie. Musze przyznać, że to jest praktycznie cała prawda. Mój typ to 3w2. Nic dodać nic ująć.

Typ 3
Typ 2


Skąd się biorą zastępowi?

11 09 2007

Z pojęciem kurs zastępowych spotkałem się po raz pierwszy zaraz po wstąpieniu do ZHP. Opowieści o poznanych ludziach, odwiedzonych miejscach i kadrze prowadzącej zajęcia ogromnie mnie fascynowały. Byłem wtedy początkującym zastępowym, więc chętnie słuchałem opowieści starszych druhen i druhów. Koniecznie chciałem na taki kurs pojechać.

Swoje marzenia mogłem zrealizować dopiero rok później. Byłem na pierwszym biwaku, ale z jakiś przyczyn nie mogłem pojechać na następne. W tym czasie prowadziłem już zastęp i z braku innych możliwości wiedzę zdobywałem głównie z książek i poradników mojej mamy, które wykopaliśmy w szafie u babci. Czytałem w nich coś o zasadach dobrej zbiórki, o tym jak zorganizować zastęp, oraz wielu, wielu innych. Trzon naszego patrolu stanowiły cztery osoby, działaliśmy razem prawie cztery lata. Myślę, że zastęp działał dobrze. Nikt nigdy nie uczył nas o metodzie harcerskiej, a jednak znaliśmy ją i stosowaliśmy. Nikt nie zmuszał do pisania rozbudowanych planów, a mimo to wiedzieliśmy co chcemy robić.

Prowadziłem ostatnio dwa zajęcia na kursie zastępowych w moim hufcu. O samej organizacji kursu przez litość nie będę pisał. Plan kursu został żywcem ściągnięty z opracowanych gdzieś w Polsce “standardów kursu zastępowych”. Opracowanych to może za duże słowo, bo są to w zasadzie standardy kursów drużynowych, tylko troszkę zmienione. Według autora tego dokumentu, jako prowadzący zajęcia, powinienem wpajać 12 latkom opis Metody, Podstawy Wychowawcze, Statut, opis metodyki harcerskiej. System stopni, dokumentacja (sic!) i umiejętności interpersonalne to, jak widać, przy tym błahostka. Być może część wiedzy można by przekazywać harcerzom starszym czy wędrownikom, ale znacząca część tych informacji jest zastępowym zupełnie zbędna.

Nasuwa mi się smutna konkluzja: kursy zastępowych są bez sensu. Nie byłem może świetnym zastępowym, ale do pracy potrzebowałem tylko zespołu i odrobiny teorii. Brakowało mi na pewno praktyki. Nie lubiłem swojej drużyny *. Dość szybko popadłem w konflikt z drużynowym. Mimo to w naturalny sposób nauczyłem się jak organizować fajne zbiórki (co szumnie zwiemy zasadami dobrej zbiórki i wbijamy w głowy harcerzy). Wiedziałem, że w zastępie ważne jest, aby robić to co kręci harcerzy. I nie było wcale tak, że kadra drużyny pytała nas czego chcemy. Po prostu robiliśmy fajne rzeczy. Poprzez obserwację, naśladowanie, nauczyłem się jak radzić sobie z grupą, jak realizować swoje zamierzenia. To był naprawdę fajny zastęp. Ten okres mojej pracy harcerskiej wspominam najlepiej.

Bez wątpienia znajdzie się wielu krytyków tego co napisałem. Wiem, że wielu instruktorów jest gorąco przekonanych do idei kursów, jako normalnej w dzisiejszych czasach metody przekazywania wiedzy. Ponowię jednak pytanie: czy zastępowym na pewno chcemy przekazywać wiedzę?

*O drużynie

Miałem inny niż mój drużynowy pogląd na to czym jest harcerstwo i jak powinniśmy działać. Jako młodemu harcerzowi, imponowała mi jego wiedza i doświadczenie. Wstąpiłem jednak do ZHP dość późno i szybko zacząłem dorastać, wyrabiając sobie własny światopogląd. Uważam, że zbyt często pracowaliśmy niezgodnie z Metodą, jakkolwiek wszyscy doskonale się bawiliśmy i rozwijaliśmy. Znam drużyny, w których ze stosowaniem Metody jest dużo gorzej.


Hiper super

2 09 2007

Jeżeli jesteś zwolennikiem teorii o śmierci cieplnej wszechświata, już dziś zapisz się do ruchu przeciwników hipermarketów. Te wielkopowierzchniowe sklepy są z całą pewnością największymi generatorami entropii w Twoim otoczeniu!

Dzisiaj był mój pierwszy dzień w pracy. Pierwszy w całym życiu, bo nigdy żadnej zorganizowanej pracy nie wykonywałem. Osiem godzin, przerwa po czterech. Trochę monotonii w życiu, ciekawa odmiana. Praca na hali w Makro. Wszystko pakowane po 300 sztuk albo 5 kilo. Chyba, że 20 litrowe puszki oleju :) Na tą chwilę nie ma co narzekać. Praca jest niezbyt wymagająca i dość monotonna, ale nie wykańczająca ani trudna. Większość czasu zajmuje rozkładanie towaru, albo przesuwanie go na półkach (z tyłu półki na front).

Z niewątpliwych zalet, mogę powiedzieć, nauczyłem się jeździć paleciakiem. Oto paleciak:

paleciak.jpg

Ten okaz jest akurat elektryczny, dzięki czemu korzystanie z niego jest względnie lekkie i przyjemne. I nie dajcie się zwieść - kierowanie tą niepozorną machiną nie jest wcale proste.

Wracając jeszcze do tematu, o którym pisałem w zajawce. Praca w hipermarkecie polega na ciągłym przekładaniu różnych rzeczy z miejsca na miejsce. Towar jest zdejmowany z regału, część rozkłada się na półki, a reszta jest ponownie foliowana i odkładana z powrotem. Zdarza się, że jedna paleta potrafi zaliczyć dziennie kilka takich kursów w górę i w dół. Dzięki temu zużycie folii, kartonów i im podobnych materiałów jest wprost nieprawdopodobne. Ale ile przy tym zabawy!